Przejdź do treści

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Artykuł: BRYTYJSKI MISTRZ BIEGU GÓRSKIEGO

BRYTYJSKI MISTRZ BIEGU GÓRSKIEGO

W tym roku jednym z moich głównych celów było poważne powalczenie w British Champs. W 2013 roku byłem ex aequo na drugim miejscu z Morganem Donnellym (za zwycięzcą Robem Jebbem) w dość wyrównanym końcowym wyniku, rozstrzygniętym dopiero w czwartym i ostatnim biegu serii - fantastycznym Peris Horseshoe w Snowdonii. Wiele nauczyłem się, startując w tych zawodach, szczególnie jak ważny jest rekonesans trasy: ściganie się bez wcześniejszego poznania trasy, prowadzenie nawigacji z czoła w śniegu i mgle w górach Mourne nie było najlepszą strategią i skończyłem minimalnie na drugim miejscu (za Gavinem Blandem, wcześniejszym mistrzem Wielkiej Brytanii) w biegu Silent Valley. Niestety, wracając w góry Mourne na wyścig Champs 2014 na Slieve Donard, nie posłuchałem własnej rady i kompletnie się pogubiłem - znowu bez korzyści z rekonesansu - w gęstej mgle, razem z połową stawki. Tak więc 2014 rok również wypadł dla mnie i dla Champs.

Gdy nadszedł 2015 rok, bardzo chciałem spróbować ponownie, ale od początku było jasne, że rekonesans tras jest niezbędny. Pierwszy bieg, Ras Y Moelwyn, startuje z uroczej miejscowości Blaenau Ffestiniog w północnej Walii. Zapowiadał się jako trasa dobrze mi odpowiadająca, bo nie była zbyt długa i wyglądała na dość wymagającą w terenie. Pojechałem tam wcześniej i dobrze, długo przyjrzałem się trasie, wyznaczając najlepsze warianty i wyrabiając sobie do niej wyczucie. Po dokładnym sprawdzeniu zasad zawodów, szczegółów trasy i obowiązkowych punktów kontrolnych nadszedł czas na bieg, który naprawdę mi się podobał jako bardzo zróżnicowana i ciekawa trasa, na której wszystko jakby zagrało po mojej myśli (forma, nawigacja, tempo), co dało mi pewne zwycięstwo. Nie zapomniałem jednak o swoim planie i sumiennie zatrzymałem się w Wasdale na rekonesans Lingmell Dash w drodze powrotnej do domu w Szkocji.

Teraz presja już była, kolejnym biegiem było Durisdeer w Scottish Borders, które po rekonesansie wiedziałem, że będzie bardzo trudne. Rekord Roba Jebba wydawał się bardzo szybki, biorąc pod uwagę mieszankę kępkowatego, wolnego terenu i stromych, ciężkich trawiastych podbiegów. Było też sporo bardziej płaskiego biegania, co relatywnie rzecz biorąc nie jest moją mocną stroną. Znów był to bieg, który sprawił mi przyjemność, ponieważ wcześniejszy rekonesans pozwolił mi wybrać wariant, dzięki któremu na zbiegu z pierwszego szczytu przesunąłem się z około szóstego miejsca na pierwsze bez większego dodatkowego wysiłku. Od tego momentu byłem ścigany i musiałem mocno walczyć, żeby utrzymać prowadzenie. Na dużym przedostatnim podbiegu czułem się wolny w ciężkiej trawie i wyprzedzili mnie Rob Hope, a tuż za nim Tom Owens. Nadal będąc całkiem blisko siebie, trzymałem się, jak tylko mogłem, na zbiegu i potem na ostatnim małym podbiegu. Wiedziałem już wtedy, że Tom odjechał, ale dałem z siebie wszystko na szybkim trawiastym zbiegu, żeby odrobić do Roba i ukończyć bieg na drugim miejscu. Ciasta po biegu były jednym z najlepszych elementów dnia, prawdopodobnie jedne z najlepszych na jakichkolwiek zawodach, na których dotąd byłem.

Lingmell Dash był krótkim biegiem serii i czułem, że może pójść mi całkiem dobrze, o ile nie pozwolę najszybszym podbiegaczom zbyt mocno odjechać. Można śmiało powiedzieć, że moją siłą są zbiegi, ale przy zaledwie około 15 minutach biegu w dół na tej trasie musiałem naprawdę dać z siebie wszystko. Problemem był niewielki uraz łydki około 10 dni przed zawodami, przez który gorączkowo chodziłem na masaże sportowe i fizjoterapię. Na szczęście wszystko wytrzymało; założyłem elastyczny bandaż dla dodatkowego wsparcia, który wydawał się pomagać, nie ograniczając zbytnio ruchu. Oglądanie wcześniej biegu kobiet dało mi całkiem dobre narzędzie do podjęcia kilku ostatnich decyzji taktycznych, a sam bieg potoczył się dokładnie tak, jak się spodziewałem. Straciłem trochę na podbiegu i na szczycie byłem piąty, ale zdołałem mocno ruszyć w dół i wrócić na drugie miejsce za mistrzem Anglii Simonem Baileyem. Nie udało mi się doścignąć Simona - który pokonał mnie także na nieco podobnym Blisco Dash w 2013 roku - ale moje drugie miejsce wystarczyło, by zapewnić mi mistrzostwo. The Seven Sevens w Irlandii zapowiada się na znakomity, wymagający bieg, ale mając już Champs w kieszeni i różne inne zobowiązania niezwiązane z bieganiem, postanowiłem w tym roku nie jechać.

Tak więc to satysfakcjonujący wynik, a wysiłek włożony w rekonesans i ogólnie bardziej metodyczne podejście zdecydowanie się opłaciły. Teraz z niecierpliwością czekam na kolejny start w Ben Nevis, potem wyjazd do Nowej Zelandii, a następnie powrót do dłuższych szkockich górskich wypraw. Dzięki dla Norman Walsh za obuwie.

Czytaj więcej

MCCANN LONDON x NORMAN WALSH

MCCANN LONDON x NORMAN WALSH

McCann London stworzyło nowy model buta we współpracy z brytyjską marką obuwia sportowego Norman Walsh, inspirowany ikonicznym budynkiem art deco agencji przy 7-11 Herbrand Street.Nowy model „Herbr...

Czytaj dalej
BETPACK DALA Q&A

BETPACK DALA Pytania i odpowiedzi

Rozmawialiśmy z Jamie Bunchuckiem po jego powrocie z Betpak-Dala, aby uzyskać osobisty wgląd w to niezwykłe zadanie: Jason: Na początek, czy możesz krótko opisać swoje przejście przez Betpak-Dala...

Czytaj dalej